SZERY · /ˈʂɛrɨ/ · CHERRY · WIŚNIEWSKI · EST. 2020
szery / blog / software-house-vs-freelancer-msp

Software house czy doświadczony freelancer? Kiedy każde rozwiązanie ma sens dla MŚP

Praktyczna decyzja dla MŚP — kiedy warto płacić za infrastrukturę dużej agencji, a kiedy doświadczony solista dowiezie ten sam efekt szybciej i taniej. Konkretne kryteria, nie generalne 'to zależy'.

Trzydziestoosobowa agencja ma sens, kiedy projekt wymaga compliance, międzynarodowego backupu zespołu i pięciu równoległych torów pracy. Dla większości aplikacji MŚP to po prostu droga nadbudowa — płacisz Project Managera, dział QA, sales team i biuro przy reprezentacyjnej ulicy, nie linijki kodu.

Dylemat software house vs freelancer wraca u każdego foundera, który dostał trzy oferty na tę samą aplikację: 180 tys. zł od agencji, 90 tys. od małego studia, 60 tys. od doświadczonego solisty. Wszystkie obiecują „to samo”. Wszystkie po cichu mają na myśli co innego.

W tym tekście dostaniesz kryteria decyzji, nie odpowiedź „to zależy”. Cztery cechy projektu, przy których agencja realnie się broni. Cztery, przy których solista wygra. Plus trzecią opcję, którą większość pomija.

Co naprawdę płacisz w cenie software house’u

Stawka godzinowa programisty w agencji to 180–280 zł netto. Tego samego programistę jako freelancera weźmiesz za 120–180 zł. Różnica nie jest marżą zachłannego prezesa — to realne koszty struktury, którą kupujesz w komplecie.

Co siedzi w tej różnicy:

  • Project Manager (15–20% budżetu) — pilnuje terminów, prowadzi statusy, tłumaczy klienta zespołowi i zespół klientowi
  • Dział QA (10–15%) — osobni testerzy manualni, automatyzacja, regresja
  • Sales i account management (~10%) — ktoś podpisuje kontrakt, ktoś odbiera Twoje maile, ktoś pisze oferty
  • Biuro, księgowość, HR, urlopy (~15%) — narzut korporacyjny
  • Bench — programiści, którzy w Twoim sprincie nie są obciążeni 100%, ale muszą być na etacie

To nie są zbędne koszty. Trzeba tylko wiedzieć, za co się płaci. Jeśli Twój projekt potrzebuje tej infrastruktury — świetna inwestycja. Jeśli nie — wyrzucone 60% budżetu na rzeczy, których realnie nie używasz.

Software house vs freelancer — kiedy agencja naprawdę się broni

Twój projekt aplikacji potrzebuje software house’u, jeśli spełnia przynajmniej dwie z czterech cech: compliance regulowane sektorowo, ciągłość operacyjna 24/7, równoległa praca pięciu lub więcej osób, albo konieczność backupu kadrowego przy długim kontrakcie. Jedna cecha to za mało — można obejść. Dwie i więcej — solo developer nie udźwignie strukturalnie.

Compliance i regulacje sektorowe

Bank, ubezpieczenia, ochrona zdrowia, fintech pod KNF-em. Agencja ma proces dokumentacji, certyfikaty ISO, audyty bezpieczeństwa, prawników in-house. Freelancer może to dowieźć, ale Ty będziesz robił compliance officera — i tak skończysz najmując kogoś jeszcze.

Ciągłość 24/7

Aplikacja, w której godzina downtime kosztuje 50 tys. zł. SLA z czasem reakcji 15 minut. Freelancer pojedzie na wesele i nie odbierze. Agencja ma rotację, dyżury, on-call.

Pięć i więcej osób równolegle

Backend, frontend, mobile iOS, mobile Android, DevOps, dwóch designerów. Solista tego nie zorkiestruje, mały zespół 3–4 osób — z bólem. Powyżej tej skali realnie potrzebujesz osobnego PM-a i procesu — czyli software house’u albo dużego studia. Jeśli jesteś dokładnie tu i chcesz uniknąć korpo-narzutu, prowadzenie projektu możesz wyciąć z agencji i kupić osobno.

Kontrakt na 12+ miesięcy

Im dłużej trwa projekt, tym większe ryzyko, że jedna osoba odejdzie, zachoruje, wypali się. Agencja ma backup kadrowy. Freelancer — nie.

Kiedy agencja przegra z doświadczonym freelancerem

Te same procesy, które ratują projekt bankowy, zabijają mały. 60-tysięczne MVP w dużej agencji jest robione przez juniora pod okiem mida — bo seniora nie stać im posadzić na takim budżecie. Freelancer-senior tę samą rzecz zrobi sam w 6 tygodni.

MVP i walidacja pomysłu

Cel: w 8 tygodni mieć działającą wersję, którą pokażesz pierwszym klientom. Nie skalowalność, nie idealna architektura — feedback z rynku. Agencja domyślnie zaplanuje 16 tygodni, bo musi opłacić PM-a, QA i „best practices”. Freelancer wytnie 70% rytuałów i dowiezie wcześniej.

Krótkie projekty pod 80 godzin

Landing z niestandardową integracją. Mała aplikacja webowa wewnętrzna. Mikroserwis. Agencja w ogóle nie podejmie tematu poniżej 30 tys. zł — onboarding zjada dwa tygodnie. Solista zacznie w poniedziałek.

Projekt bez sztywnego scope’u

Wiesz, że potrzebujesz „czegoś do rezerwacji” w sieci 12 salonów, ale nie wiesz dokładnie czego. Agencja każe Ci najpierw zrobić workshop discovery za 15 tys. — i słusznie z jej punktu widzenia, bo proces tego wymaga. Freelancer usiądzie z Tobą na dwie godziny, narysuje to na kartce i zacznie kodzić w środę.

Apki mobilne pod konkretną kampanię

Aplikacja lojalnościowa pod jedną kampanię, gra brandowa na trzy miesiące, mikronarzędzie na event. Te projekty żyją krócej niż onboarding w dużej agencji. Apek mobilnych tego typu nie zrobi się ekonomicznie w 30-osobowej strukturze — koszt stały zjada cały sens.

Mit ryzyka freelancera

„A jak Cię zostawi z niedokończonym kodem?” — pyta każdy, kto pierwszy raz rozważa solistę. Pytanie sensowne. Tylko odpowiedź jest niesymetryczna względem powszechnego wyobrażenia.

Ryzyka po stronie freelancera są realne: choroba, wypalenie, zmiana priorytetów, zlecenie od większego klienta. One materializują się w okolicach 5% projektów u doświadczonych solistów z referencjami.

Ryzyka po stronie agencji są inne, ale nie mniejsze: rotacja zespołu w trakcie projektu (~30% przy zleceniach 6+ miesięcy), juniorzy pod opieką mida zamiast obiecanego seniora, zmiana account managera w połowie projektu, scope creep pod koniec sprintu. Materializują się dużo częściej, tylko są spokojnie wkalkulowane w PM-owski bufor — i dlatego klient ich nie widzi.

Jak realnie zabezpieczyć się przy freelancerze: kontrakt z klauzulą code escrow, weekly demo, repo u Ciebie a nie u niego, płatność za milestone’y zamiast z góry. To nie magia — standard branżowy.

Trzecia opcja, której większość nie widzi — hybryda

Najbardziej niedoceniany model: doświadczony freelancer lub mały zespół plus zewnętrzne, kontraktowane elementy. Solista-senior dowozi core (architektura, kluczowe moduły), do tego zewnętrzny zespół QA na dwa tygodnie przed releasem, agencja UX/UI na research, fractional CTO na decyzje strategiczne raz w miesiącu.

Płacisz tylko za to, czego realnie używasz. Nie utrzymujesz biura, nie finansujesz bench’u, nie płacisz PM-a, który pilnuje, żeby drugi PM nie zapomniał o Tobie.

To model, który najczęściej działa w projektach 80–400 tys. zł — czyli dokładnie w przedziale, w którym MŚP zazwyczaj jest. Wymaga jednej rzeczy: kogoś, kto tę hybrydę umie zorkiestrować. Czasem robi to sam freelancer, czasem zewnętrzny project manager na 15% etatu — to temat na osobną konsultację, zanim w ogóle zaczniesz pisać brief.

Checklist — 8 pytań zanim wyślesz zapytanie

Odpowiedz sobie szczerze przed wysłaniem briefa. Im więcej odpowiedzi po stronie „agencja”, tym bardziej agencja. Im więcej po stronie „freelancer” — solista wystarczy.

  1. Compliance: czy projekt podlega regulacji sektorowej (KNF, RODO w ostrym wariancie medycznym, PCI-DSS)? → tak: agencja / nie: freelancer
  2. Czas życia: czy projekt będzie działał 3+ lata z ciągłym rozwojem? → tak: agencja / nie: freelancer
  3. Zespół: czy realnie potrzebujesz 5+ osób równolegle? → tak: agencja / nie: freelancer
  4. SLA: czy godzina downtime kosztuje 10 tys.+ zł? → tak: agencja / nie: freelancer
  5. Scope: czy masz dokładną specyfikację, czy szukasz partnera do doprecyzowania? → szczegółowy: agencja / odkrywczy: freelancer
  6. Budżet: czy mieścisz się w przedziale 150 tys.+ zł? → tak: dowolnie / nie: freelancer lub hybryda
  7. Czas startu: czy potrzebujesz ruszyć w ciągu 2 tygodni? → tak: freelancer / nie: dowolnie
  8. Komunikacja: wolisz rozmawiać bezpośrednio z wykonawcą, czy z PM-em pośredniczącym? → bezpośrednio: freelancer / przez PM: agencja

Pięć i więcej „agencja” — wysyłaj zapytanie do software house’u, budżet od 200 tys. zł w górę. Pięć i więcej „freelancer” — doświadczony solista albo małe studio wystarczy, budżet 40–150 tys. zł.

Pomiędzy? Hybryda. I to robimy najczęściej — łączymy konsultacje i prowadzenie projektu z wykonawstwem core’u, a resztę dokładamy z sieci zaufanych podwykonawców.

Wybór nie jest binarny i nie jest religijny. Software house to narzędzie do dużych, długich, regulowanych projektów. Freelancer to narzędzie do szybkich, ograniczonych, eksperymentalnych. Większość projektów MŚP siedzi gdzieś pośrodku — i tam decyduje, kto realnie usiądzie na kodzie, a nie ile osób jest w ofercie.

Masz konkretny projekt i chcesz wiedzieć, w który model wpada? Napisz: lukasz@szery.net.pl z dwoma zdaniami opisu. W 48 godzin powiem, czy to robota dla nas, czy lepiej Cię pokierować do agencji.